



KOLORADO
Zmierz się z najwyższymi szosami Ameryki Północnej i przeżyj amerykański sen po kolarsku!
Dwa tygodnie szosowej przygody w Górach Skalistych,
na niebotycznych wysokościach i na trasach marzeń!
W programie m.in.:
Pikes Peak, Mt. Blue Sky, Trail Ridge Road, Peak to Peak Highway, Loveland Pass
Dystans: 1550 km
Przewyższenia: 27381 m
Średnio dziennie: 110 km
Średnio dziennie: 1955 m
Wyjazd: 16 dni / 15 nocy
Przelot samolotem
18.09 - 3.10.2026
Boulder Twin Lakes Inn (6 nocy)
Georgetown Mountain Inn (5 nocy)
Quality Inn by Wyndham (4 noce)
American Dream- to hasło zostało już użyte w wielu przypadkach. Z pewnością amerykańskim snem dla wielu z Was jest zmierzenie się z najwyższymi i najbardziej spektakularnymi drogami Ameryki Północnej. Gdzie takie znaleźć? W stanie Kolorado!
Przygoda
Denver- jedno z najsłynniejszych amerykańskich miast, metropolia położona na wysokości ponad 1700 m npm stanowi swego rodzaju wrota do Gór Skalistych. Zimą góry te są stolicą sportów na śniegu, wiosną i latem zamieniają się w raj dla wspinaczy i kolarzy. Niebotyczne przewyższenia, ogromne przestrzenie, skala gór o jakiej w Europie nie sposób marzyć- to wszystko znajduje się w sąsiedztwie (na amerykańską skalę) Denver.
Mount Blue Sky (dawniej Evans)- 4306 m npm, Pikes Peak- 4302 m npm, Trail Ridge Road- w większości na ponad 3700 m npm, Loveland Pass- 3655 m npm... wysokogórskich dróg jest tu jak na pęczki. Każda z nich to osobna przygoda. Każda z nich to widokowy raj. O każdej można napisać osobną historię i każdą z nich planujemy z Wami przejechać!
Wysokości, które w Europie dostępne są wyłącznie w formie długiej, pieszej wspinaczki wysokogórskiej, tu możemy osiągnąć na kołach naszych szosówek.
Oczywiście wysokość to nie wszystko i sama w sobie nie jest celem. Zabierzemy Was po prostu w inny świat. Świat rdzennych mieszkańców Ameryki, dzikiej zwierzyny, niesamowitych pejzaży i świat, choć na pozór podobnej, to jednak całkowicie odmiennej kultury.
Wyjazd przygotowaliśmy w formie częściowo stacjonarnej, częściowo przejazdowej. W ciągu dwóch tygodniu w Colorado zabierzemy Was na najatrakcyjniejsze trasy i wspólnie przejedziemy prawie całą wschodnią część stanu- eksplorując na starcie okolice Boulder i Denver, przemierzając serce Gór Skalistych, zapuszczając się głęboko w doliny rzeczne i na rozległe płaskowyże. Wszystko w otoczeniu potężnych czterotysięczników, na które również wjedziemy :)
Wszystko zaplanowaliśmy pod rowery szosowe, aczkolwiek można się też tu spodziewać odcinków szutrowych. Najlepszym rozwiązaniem będzie rower szosowy z szerszą oponą (ok 32 mm) lub gravel na gładkiej oponie. Amerykańskie szutry w znakomitej większości są dobrze ubite i nadają się do jazdy rowerem szosowym zarówno na podjazdach jak i zjazdach.
Na wysokości 4000 m n.p.m ilość tlenu spada o ponad 40% względem poziomu morza. Program ułożyliśmy w taki sposób, aby metodycznie i stopniowo zdobywać coraz większe wysokości i aklimatyzować się do warunków tlenowych, które są nimi wywołane. Wiemy jak obchodzić się z takimi wysokościami: to trzecia edycja naszego wyjazdu, a wcześniejsze doświadczenie zdobywaliśmy wcześniej również w Himalajach.
Gwarantujemy, że wyjazd do Kolorado będzie jedną z najpiękniejszych przygód Waszego kolarskiego życia!
Noclegi i wyżywienie
Noclegi zarezerwowaliśmy w klasycznych, amerykańskich hotelach. Pokoje dwuosobowe ze śniadaniami.
- Boulder (6 nocy): miasto satelita dla Denver, położone na wysokości ok 1700 m npm. Zwane przez wielu kolarską stolicą USA. Tu rzeczywście mnóstwo ludzi porusza się rowerami- i sportowo i na codzień. Oprócz kapitalnych górskich tras, które wychodzą niemal bezpośrednio z miasta, będziemy mieli okazję poruszania się rewelacyjnie przemyślaną siecią infrastruktury rowerowej w samym mieście,
- Georgetown (5 nocy): niewielkie, położone na wysokości 2600 m npm miasteczko w sercu Gór Skalistych, u podnóża Guanella Pass i Mt. Blue Sky, na końcu słynnego Clear Creek- doliny w której na przełomie wieku XIX i XX w był miejscem trwania gorączki złota w Kolorado. Wszystkie miejscowości w dolinie są niczym wyjęte z planu filmowego westernu. Pozostałości po dawnych kopalniach i sieci kolejowej je obsługującej, tworzą niesamowity, amerykański klimat.
- Manitou Springs (4 noce): przedmieścia Colorado Springs i wrota do owianego sławą rezerwatu Garden of the Gods. Tu śpimy na wysokości ok 2000 m npm, a nad miastem góruje drugi z amerykańskich szosowych kolosów- Pikes Peak. Tutaj klimat górski styka się z terenami półpustynnymi, a wszędzie dominuje kolor czerwony- to zasługa dużej ilości żelaza w składzie chemicznym tutejszych skał. Na śmiałków, po rowerze lub zamiast niego czeka Manitou Incline- schody do nieba, szlak pieszy, o długości ok 1,5 km, ze średnim nachyleniem 45%.
Wsparcie na trasie
Podczas jazdy będziesz cieszyć się pełnym wsparciem ze strony naszego profesjonalnego zespołu.
Piloci MJPro Tour to doświadczeni kolarze, których łączy pasja do jazdy na rowerze. Pomożemy zapewnić grupie bezpieczeństwo, czerpanie z radości z jazdy oraz niezapomniane wspomnienia . Cały czas w telefonicznej dyspozycji grupy jest bus, który w razie potrzeby może zabrać grupę bądź uczestnika do bazy, co zapewnia dodatkowy spokój i komfort.
Wszyscy uczestnicy otrzymają dostęp do plików tras, dzięki czemu każdy będzie mógł jeździć w grupie bądź we własnym tempie.

Ocena: 10/10
"Doświadczenie jazdy na takich wysokościach, obcowanie z tutejszą naturą, to przeżycie jedyne w swoim rodzaju! Rzućcie wszystko i lećcie do Kolorado!"
Uczestnik, wrzesień 2024
Program
Ty możesz skupić się na jeździe - my zadbamy o całą resztę.
Jeździmy w duchu social-ride, no drop (czekamy na szczytach).
Staramy dopasowywać kolejność i same trasy w miarę możliwości do panującej pogody oraz formy uczestników.
Poszczególne trasy i ich kolejność mogą być modyfikowane pod indywidualne preferencje.
W razie chęci/potrzeby rekomendujemy Rest Day, oferujemy także trasy recovery ride w większości miejsc.
Dzień 1: Przylot do USA
Przylot na lotnisko w Denver. Odbiór samochodu i transfer do Boulder. Rozkładanie rowerów, pod wieczór możliwa krótka runda rozgrzewkowa.
Dzień 2: Front Range Gór Skalistych (100 km, 2190 m)
Amerykańską przygodę zaczniemy od razu od dużych wysokości- wszak nasz nocleg to już ponad 1600 m n.p.m, a więc o wiele wyżej niż jakakolwiek asfaltowa droga w Polsce. Tutaj to zaledwie podstawa ogromnych gór skalistych i ciągnąca się po horyzont w kierunku wschodnim preria, na terenach której nietrudno spotkać stada bizonów i która była świadkiem historycznych wydarzeń dla Stanów Zjednoczonych, głownie pod koniec XIX wieku. My, startując z niej udamy się po raz pierwszy na tym wyjeździe na zachód, prosto w góry. Przez Boulder- najbardziej sportowe miasto Kolorado, przejedziemy serią rewelacyjnie przemyślanych i wykonanych rowerówek (naprawdę, tutejsze DDRy to ideał!) i udamy się na pierwszy i od razu największy podjazd dzisiejszego dnia: …………………………
Całość to około 14 km podjazdu, najpierw ze stosunkowo łagodnym nachyleniem, w drugiej części dobijającym momentami do ponad 10%. Po drodze warto odbić na chwilę z głównego traktu i zobaczyć Sunrise Amphiteater- konstrukcję stworzoną z myślą o koncertach, usytuowaną, jak sama nazwa wskazuje idealnie w kierunku wschodzącego słońca. Po osiągnięciu najwyższego punktu na podjeździe zaczniemy nieregularny zjazd i już tu, zaledwie kilkanaście kilometrów od stutysięcznego miasta, poczujemy się jak w prawdziwej dziczy. Przez tę dzicz będziemy przemieszczać się przez kolejne kilkanaście kilometrów, a nawierzchnia pod naszymi kołami zmieni się na szutrową. Nie bójcie się jednak- amerykańskie szutry, to drogi jak najbardziej nadające się do pokonywania ich szosówkami. Są równe, dobrze ubite i szybkie. Po szutrowym fragmencie przez wzgórza na wysokości nieschodzącej poniżej 2000 m n.p.m. dojedziemy znów do asfaltu, który zawiedzie nas nanajwyższy punkt dzisiejszej trasy, położoną na wysokości 2650 m n.p.m. przełęcz …………………….
Tu zatrzymamy się na krótką przerwę na znakomitą szarlotkę i kubek pysznej kawy z przelewu. Na zjeździe z przełęczy po raz pierwszy w bliskiej odległości zobaczymy częściowo ośnieżone szczyty ogromnych czterotysięczników tzw Front Range Gór Skalistych. Kręta droga, ktorą w dawnych czasach poruszali się poszukiwacze złota, zawiedzie nas wzdłuż linii kolejowej do Nederland- miasteczka niemalże wyjętego z filmu o amerykańskiej, górskiej prowincji. W zimie to dość popularny i położony najbliżej Boulder ośrodek narciarski, w lecie punkt w którym zbiega się kilka znaczących szlaków turystycznych, zarówno kolarskich, samochodowych jak i pieszych. Z Nederland czeka nas pierwszy z ultra szybkich, ale zarazem bezpiecznych zjazdów, tak charakterystycznych dla Kolorado. Ponad 20 km non stop w dół, zx równym nachyleniem ok 5-6%, długie, szerokie łuki z widocznością na kilkaset metrów do przodu i to rzadkie na tej wysokości powietrze, dzięki któremu prędkości nabiera się o wiele szybciej i bez problemu utrzymuje się ją na wysokim poziomie :) Do Boulder wjedziemy kolejną kapitalną rowerową i wzdłuż jednej z rzek przecinających miasto wrócimy do naszego hotelu.
Highlights: Nederland, Boulder Canyon, Chapman Drive
Dzień 3: Na północ przez prerię (112 km, 1190 m)
Kolejny dzień na dzikim zachodzie spędzimy pod znakiem trasy nieco łatwiejszej i nie tak wysokiej jak pierwsza odsłona wycieczki. Dziś zapuścimy się daleko w prerię, trzymając się cały dzień przedgórza Gór Skalistych. Kojarzycie na pewno te słynne proste, amerykańskie drogi, aż po horyzont…. Dziś przejedziemy kilka takich „nitek”. Te proste kreski, choć z pozoru wydają się nudne i monotonne, wcale takie w rzeczywistości nie są. To cały czas jazda po pofałdowanym terenie z widokiem na ogromne amerykańskie rancza i okazałe posiadłości na ich obrzeżach. Tutejsza mieszanka pięknej, „westernowej” architektury w połączeniu z bezkresną prerią i prastarym drzewostanem na posesjach, tworzy (po raz kolejny) wybitnie filmową atmosferę, wyjętą prosto z Django. Takim terenem będziemy się przemieszczać przez ponad 30 km aż do odbicia na pierwszy podjazd: krótką, czterokilometrową drogę do sztucznego jeziora Carter Lake.
Tu sceneria zmienia się gwałtownie: potężne, czerwone ostańce skalne, wyrastające bezpośrednio z otoczenia, tworzą bajkową i nieco mistyczną atmosfera, a droga wije się między nimi z finałem w postaci ultraszybkiego zjazdu do kolejnej „hopki”. Ta hopka to pierwszy najważniejszy fragment dzisiejszej trasy, którym dojedziemy do położonego kilkaset metrów wyżej jeziora Pinewood Reservoir. Patrząc z daleka nie spodziewamy się zupełnie aż takiej przestrzeni i aż takich widoków, jakie dostaniemy na tym fragmencie. Droga raz po raz skręca pomiędzy pomniejszymi skałami to wjeżdżając na ich grań, to znowu trawersując jej strome ściany. To miejsce niezwykle fotogeniczne, tym bardziej, ze auta które nas tu miną będzie można policzyć na palcach jednej ręki. Niemal gwarantowane jest to, że zobaczymy tu niewielkie stada elków, czyli jeleni kanadyjskich, które w Kolorado występują w zasadzie we wszystkich partiach gór. Po dojechaniu do jeziora i nasyceniu oczu widokiem na okalającą je przepiękną, zieloną dolinę o łagodnych zboczach wrócimy tą samą drogą na dół i udamy się znów przez prerię do Longmont.
W Longmont krótka przerwa na uzupełnienie deficytu kalorycznego, a stąd do Boulder wrócimy drugim najważniejszym fragmentem dzisiejszej pętli: rowerowym szlakiem Lo-Bo. To poprowadzona przy samej rzece, idealna droga dla rowerów o szutrze jak se snów, którego jakość jest lepsza od wielu europejskich asfaltów. Promienie słońca powoli zbliżającego się ku zachodowi stworzą z tutejszą nadrzeczną roślinnością niezwykły spektakl! Ta niepozorna droga, mimo iż wcale nie górska, to jeden z naszych ulubionych odcinków w całym Kolorado.
Highlights: Pinewood Lake, LoBO Trail, Carter Lake Reservoir, Flatiron Mountain
Dzień 4: Pierwszy raz na ponad 3000 m npm (121 km, 1900 m)
Po dniu z łatwiejszą trasą wracamy znowu wysoko w góry. Nasza trasa zawiedzie nas dziś po raz pierwszy na wysokość ponad 3000 m n.p.m. Będzie to długa, ale relatywnie łatwa wspinaczka- z Boulder wyjedziemy na zachód północną drogą, przez Left Hand Canyon. Przez 30 km drogi do Ward, będziemy obserwować stopniowo zmieniający się krajobraz: od półpustynnych terenów w dolnej części, przez karłowatą roślinność środkowej części, aż po las liściasty, który o tej porze roku eksploduje tu nieprawdopodobna intensywnością kolorów, spośród których dominujący jest ten najważniejszy: złoty. W samym Ward, maleńkiej wiosce na ponad 2800 m n.p.m., wciśniętej ciasno w górskie zbocza zatrzymamy się w naszym ulubionym miejscu na tej trasie: Ward Mountain Exchange. Właściciel tego miejsca, bardzo charakterystyczny i rozmowny, serwuje tu niecodzienny przysmak: hot dogi z dziczyzny! Nie pytajcie czy warto spróbować- trzeba!
Posileni tą smaczną przekąską udamy się jeszcze wyżej, aż do Branard Lake, na wysokość ponad 3200 m n.p.m. To będzie pierwszy sprawdzian Waszej wytrzymałości na wysokościach nieosiągalnych rowerem nigdzie w Europie i kolejny krok w aklimatyzacji przed główna częścią naszego wyjazdu. Samo jezioro jest po prostu przepiękne- ruch samochodowy jest znikomy, bo wjeżdżamy tu do Parku Narodowego, a krystalicznie czysta tafla wody w połączeniu z otaczającymi ją czterotysięcznikami to prawdziwe naturalne arcydzieło. Nietrudno spotkać tu łosie i …. Baribale :) Po objechaniu jeziora dookoła udamy się na dół tą samą drogą, z której z pewnością wypatrzymy południową część Gór Skalistych, a w niej m.in Mt. Blue Sky, czyli szczyt z najwyższa asfaltową drogą w Ameryce Północnej, na który zabierzemy Was za kilka dni.
Zjazd do Lyons to kolejny cudowny kanion, być może jeszcze bardziej spektakularny niż też ze zjazdu w pierwszym dniu. Fantastyczne formacje skalne, rwąca rzeka, a w tym wszystkim my, przytłoczeni monumentalnymi ścianami wznoszącymi się kilkaset metrów wyżej nad powierzchnię drogi. Z Lyons po przerwie, znów zahaczając o pagórkowatą prerię, wrócimy do Boulder.
Highlights: Left Hand Canyon, Ward, Brainard Lake
Dzień 5: Granią Gór Skalistych (107 km, 1860 m)
Dzisiejszą trasą połączymy ślady z pierwszego i trzeciego dnia. W góry wjedziemy znowu na zachód, trzecim z tutejszych kanionów, oddzielającym się od Left Hand w prawo kanionem ……
Warto będzie zatrzymać się po drodze w Jefferson, wiosce, w której będziemy mogli zaznać prawdziwie amerykańskiego klimatu niczym z westernowego saloonu. Z tą różnica, że tu nic nie jest robione na pokaz, tylko lokalni mieszkańcy rzeczywiście spędzają tu czas i spotykają się ze znajomymi na kawę, piwo czy obiad. Dalszą wspinaczkę zapewni nam całkowicie cicha, boczna droga aż do wysokości 2800 m n.p.m. której końcówka to znowu jeden z tych słynnych już amerykańskich, idealnych szutrów. Ten kilkukilometrowy fragment zaprowadzi nas do głównej, asfaltowej drogi Peak to Peak Highway, ktora w całości poprowadzona jest na wysokości od 2500 do 2900 m n.p.m. i jak sama jej nazwa wskazuje, wiedzie od szczytu do szczytu niemal non stop granią, z prawdziwe spektakularnymi widokami w obydwie strony. Drogą tą dotrzemy ponownie do znanego nam z pierwszego dnia Nederland, a po przerwie w miasteczku zabierzemy Was na prawdziwą perłę: Magnolia Drive. To kilkunastokilometrowa droga poprowadzona równolegle do drogi dnem kaniony, ale schodząca do niego dopiero na sam koniec, stromym zjazdem w ostatniej jej części. Cała wcześniejsza jazda to kolejny, idealny szuter, na wysokościach 2400-2600 m n.p.m., fantastycznie pofałdowany i niemal całkowicie oddzielony od cywilizacji. Prawdziwy kolarski lunapark, z którego nie chce się wracać!
Highlights: Peak to Peak Highway, Nederland, Magnolia Road
Dzień 6: Rocky Mountains National Park (98 km, 2200 m)
Czas na wielki finał pierwszej części naszego amerykańskiego wyjazdu i pierwszy wjazd na wysokości bliskie 4000 m n.p.m. Na start dzisiejszej pętli ruszymy samochodem do Estes Park- znanego kurortu będącego bramą do Parku Narodowego Gór Skalistych. SPacerujące tu po centrum miasta jelenie to całkowicie normalny obrazek, tak samo jak ogromne łosie schodzące do pobliskiego jeziora. Jednocześnie miejsce to znane jest także z pewnego kultowego filmu Stanleya Kubricka, którego akcja dzieje się w wielkim hotelu… Brzmi znajomo? Tak, to tutaj w hotelu Stanley kręcono "Lśnienie".
Kilka km po wyjeździe z Estes Park przejedziemy bramy parku i po wniesieniu opłaty u Park Rangera przneiesiemy się w scenerię tak piękną, że opisanie jej słowami nie jest możliwe. Podjazd na Trail Ridge Road starą drogą o nazwie Old Fall River Road to ponad 20 km wąskiego, niesamowicie widokowego szutru. Metry bedą się nabijać same: zaczniemy z 2300, a po kilku dłuższych chwilach na naszych licznikach pojawi się trójka z przodu. Kiedy? Być może nawet tego nie zauważymy- podjazd nie jest zbyt stromy (ok 5-6% nachylenia z wieloma wypłaszczeniami), prędzej poczujemy- trudność tworzy tu przede wszystkim wysokość i związane z nią o wiele rzadsze powietrze. A nasze oczy na tyle chłonąc będą tutejszą scenerię, że nie będzie się im chciało zerkać w dół na wysokościomierz. Górną granicę lasu miniemy na wysokości ok 3300 m n.p.m. Tu zaczyna się najlepsze. Szutrem pojedziemy jeszcze przez kilka km do góry, a po dojechaniu do restauracji odbijemy na główną, asfaltową drogę i właściwą część Trail Ridge Road. Widoki…. NIE DO OPISANIA. Wyobraźcie sobie, że bierzemy takie Tatry, tylko dwukrotnie wyższe i kilkudziesięciokrotnie bardziej rozległe, a ktoś ich granią wytycza drogę o idealnej nawierzchni, wiodącą do wysokości ponad 3700 m n.p.m. Trail Ridge Road to trasa, którą bez żadnych wątpliwości można umieścić w ścisłej czołówce najpiękniejszych dróg świata. Wysokość ponad 3700 m n.p.m. zdobędziemy na niej dwukortnie, a po wjechaniu na drugi wierzchołek, czeka nas prawie 40 km zjazdu, o jakim nawet Wam się nie śniło. Nie ma co tu dużo mówić, to trzeba zobaczyć. Sprawdźcie zresztą ten filmik:
Po zjeździe do Ester Park, chętnym proponujemy jeszcze dokrętkę do Bear Lake- dzikiego jeziora na wysokości ponad 3000 m n.p.m. Po wizycie przy nim pakujemy rowery do auta i pełni wrażeń wracamy do Boulder.
Highlights: Trail Ridge Road, Bear Lake, Estes Park
Dzień 7: Boulder - Georgetown (118 km, 1931 m)
Pierwszy dzień przejazdowy na wyjeździe. Rano, po śniadaniu pakujemy bagaże do busa i ruszamy na południe w kierunku Denver. Całe pierwsze 50 km, aż do Golden, miejscowości położonej u stóp Lookout Mountain, będącej siedzibą browaru Coors oraz firmy Feedback Sport (której to produkcji stojaki serwisowe mamy dostępne na naszych wyjazdach :) ), pokonamy niekończącą się drogą dla rowerów, wytyczona przez prerie i wzgórza, z widokiem na cały Front Range Gór Skalistych, którą raz po raz zahaczać będziemy o przedmieścia Denver. W Golden obowiązkowa przerwa na kawę i gigantyczną cynamonkę w jednej z naszych ulubionych kawiarni, a potem główny tego dnia podjazd- Lookout Mountain. Niemal z samej prerii od razu do góry przez 7,5 km, z równym nachyleniem ok 5,5% i pięknym widokiem na Wielkie Równiny oraz Denver, wprost do pachnącego, sosnowego lasu, gdzie przeniesiemy się z królestwa piesków preriowych do królestwa górskich jeleni- tak, jest ich tu całe mnóstwo i przyzwyczajcie się do "codziennego" widoku, dzikich zwierząt pasących się na trawiastych rondahc i przechadzających się przez centrum miasteczek. Po kilkunastu km interwałowej jazdy dojedziemy do doliny Clear Creek- miejsca, które swoją sławę zdobyło dzięki gorączce złota w XIX wieku i w tym też czasie rozwinęło się pod jej wpływem. Szlakiem wzdłuż starych, zabytkowych kopalni, w scenerii wprost wyjętej z filmowego westernu dojedziemy do maleńkiego Georgetown- miejscowości położonej na ponad 2600 m n.p.m., w której spędzimy kolejne 5 nocy.
Highlights: Golden, Lookout Mountain, Clear Creek Canyon
Dzień 8: Sepp Kuss Route (165 km, 3200 m)
Lokalni kolarze twierdzą, że to jedna z ulubionych pętli Seppa we wschodnim Kolorado, a my im wierzymy, bo też po prostu ja uwielbiamy ;) Zresztą wystarczą już pierwsze kilometry jazdy i wszystko staje się jasne. Z Georgetown zaczynamy od razy do góry, na jedną z najpiękniejszych dróg jaką można przejechać w tej okolicy (zresztą tu wszystkie drogi są po prostu ucztą dla oczu). Guanella Pass to podjazd, którym w trakcie 17 km wspinaczki pokonamy równe 1000 m w pionie, wyjeżdżając na 3553 m n.p.m. Cały podjazd pokonujemy w niesamowitej o tej porze roku scenerii- wszystko wokół jest dosłownie złote. To zasługa licznych drzew osikowych i brzóz, które obrastają okoliczne wzgórza. I wierzcie nam- tak dosłownie złotej jesieni nie zobaczycie prawdopodobnie nigdzie indziej jak w Kolorado. Z Guanelli czeka nas fenomenalny zjazd na południe, gdzie na chwilę połączymy się z głowną drogą, którą wyjedziemy na nieco niższą (3047 m) przełęcz Kenosha, z której niesamowicie wysoko położonym płaskowyżem (cały czas okolice 2900-3000 m n.p.m.) dojedziemy do podjazdu na Boreas Pass. Droga startuje w Como (nie mylić z tym włoskim), w którym znajduje się zabytkowa zabudowa kolejowa dla parowozów, zdecydowania warta zobaczenia. A stara droga na przełęcz poprowadzona jest szutrem przez niemalże dziki, dziewiczy las, który z każdym kilometrem odsłania więcej widoku na czterotysięczniki. Tu po raz kolejny wjedziemy niemal na 3500 m n.p.m. do, a jakże, zabytkowych budynków po dawnych kopalniach. W zimie przełęcz jest znanym i lubianym miejscem uprawiania narciarstwa biegowego. Długi zjazd do Breckenridge to kolejna porcja wspaniałych widoków, a już kawałek za miastem wjedziemy na kolejną z "tych" amerykańskich rowerówek- najbliższe kilkanaście kilometrów, aż do stóp podjazdu pod Loveland Pass pojedziemy prześliczną trasą wzdłuż jezior, poprowadzoną niemal w 100% niezależnie od ruchu samochodowego, po wyjątkowo malowniczych wzgórzach. Ostatni podjazdowy "akcent" to wjazd na największą wysokość tego dnia: 3656 m n.p.m. Loveland Pass to prawdziwa podjazdowa perła, a podjeżdżanie jej od południa, w promieniach słońca chylącego się ku zachodowi, to doznanie magiczne. 14 km, 6% nachylenia, spokojna, kręta acz szeroka droga i coraz bardziej otwierająca się dookoła przestrzeń. To kwintesencja Gór Skalistych. Z przęłeczy i jednocześnie kolejnego punktu wielkiego amerykańskiego wododziału, już niemal non stop w dół, fenomenalnym zjazdem do Georgetown, na którym znów, na ponad 10 km zjedziemy na niezależną od ruchu samochodowego rowerówkę. To będzie dzień, który zapamiętacie na długo!
Highlights: Guanella Pass, Boreas Pass, Loveland Pass
Dzień 9: Zimowe kurorty (130 km, 1850 m)
Góry Skaliste i Kolorado nartami stoi i mimo iż jesteśmy tu w sezonie jesiennym, to warto poczuć klimat narciarskich kurortów, których nazwy rozsławione są na cały świat. Zaczniemy od przejechania samochodem autostradą przez słynny tunel Eisenhowera, aż do Copper Mountain. Tu wsiadamy na rowery i jedziemy od razu do góry. I od razu asfaltową drogą dla rowerów, bez żadnego kontaktu z samochodami. I tak przez... ponad 30 km! Cały podjazd na Vail Pass (3250 m n.p.m) oraz zjazd z niego do Vail, z którego pochodzi żywa legenda narciarstwa alpejskiego- Mikaela Shiffrin, to poprowadzona nitką dawnej drogi krajowej rowerówka. Ruch samochodowy przeniesiony jest na równoległa autostradę, a my możemy cieszyć się cisza, spkojem i absolutnie fenomenalnymi widokami. Takiej ilości jesiennego złota na drzewach nie zobaczycie chyba nigdzie indziej. Z Vail odbijamy na południe i przejeżdżając koło słynnego Beaver Creek znanego z pucharu świata w narciarstwie alpejskim, zaczniemy podjeżdżać na Tennessee Pass (3194 m n.p.m.). Po drodze zobaczymy jedno z klasycznych amerykańskich "ghost towns"- wymarłe post-kopalniane miasteczko z XIX wieku wciśnięte w górskie zbocze; przejedziemy tez pięknym mostem Red Cliff Bridge z 1939 roku. Podjazd zakończy się w kolejnym centrum narciarstwa biegowego, z którego zjedziemy do Leadville- to najwyżej położone miasto w całych Stanach Zjednoczonych! Wyobraźcie sobie, że zjeżdżacie z wysokich gór do szerokiej, otwartej doliny, wjeżdżacie do miasteczka, które wygląda jak plan filmowy westernu, patrzycie na wysokościomierz, a tam... 3095m n.p.m! Jesteście o 600 m wyżej niż czubek Rysów :) Po przerwie w Leadville czas na domknięcie pętli do Copper Mountain- przed nami dośc długi, łagodny podjazd na najwyższy punkt tego dnia- Fremont Pass (3405 m n.p.m.). Potem super szybki zjazd do rowerówki, którą wrócimy aż do punktu startowego.
Highlights: Vail Pass, Vail, Tennessee Pass
Dzień 10: Najwyższa asfaltowa droga Ameryki Północnej (127 km, 2446 m)
Czas jedną z dwóch tras, dla których przede wszystkim powstał ten wyjazd. Mt. Blue Sky, dawniej Mt. Evans (w trakcie pierwszego Kolorado w 2023 roku bylimy naocznymi świadkami oficjalnej zmiany nazwy tej góry na tradycyjną- indiańską), to miejsce, które wyznacza górną granicę, jeśli chodzi o wysokość możliwą do zdobycia asfaltem na całym kontynencie. Dzisiaj temat jest prosty: z Georgetown zjeżdżamy kilkanaśćie kilometrów lekko w dół do zabytkowego Idaho Springs, a stąd... 44 km non stop do góry. Z poziomu nieco ponad 2300 m n.p.n. pokonamy ponad 2000 m w pionie, aż do niebotycznej wysokości 4315 m n.p.m. Podjazd sam w sobie nie jesy szczególnie trudny- średnie nachylenie to niecałe 5%, ale trudność kreuje tu wysokość i coraz rzadsze powietrze. Na wysokści 4000 ilośc tlenu jest prawie o połowę mniejsza niż na poziomie morza! Ale bez obaw- po to aklimatyzowaliśmy się przez poprzednie dni na nieco niższych wysokościach, żebyście spokojnie mogli zdobyć tego kolosa. Nie zmienia to jednak faktu, że osiągając poziom "czwórki z przodu", oddychanie robi się coraz cięższe, a zdobywanie szczytu uczy cierpliwości, pokory i spokojnego kręcenia z nogi na nogę :) Ale ta cierpliwość zdecydowanie popłaca- cała górna częśc podjazdu obfituje w nieprawdopodobny widok. Zobaczymy stąd miejsca na Wielkich Równinach oddalone o ponad 100 km, całe Denver z przedmieściami, sięgający aż po północno-zachodni horyzont łańcuch Gór Skalistych, a wszystko w niemal kompletnej ciszy, z możliwością prawdziwego smakowania widoku, potęgi gór i uczuciu odcięcia się od cywilizacji. A na szczycie na pewno zobaczymy słynne górskie, białe kozice, dumnie spoglądające z czubka góry na wszystko co 2000-2500 m niżej. Na dół wrócimy tą samą drogą do Idaho Springs, gdzie staniemy na obiad. Stąd już tylko lekko do góry aż do Georgetown.
Highlights: Mount Blue Sky (4315 m n.p.m)
Dzień 11: Przełęcz Niepodległości (136 km, 2411 m) lub Loveland Pass/dzień odpoczynku
Po zdobyciu największego kolosa czas na kolejną trasę, na której start podjedziemy samochodem. Dzisiaj czas na jedną z najpiękniejszych przełęczy w USA i jedno z najbardziej pocztówkowych miejsc w Górach Skalistych. Już samo dojazd do startu trasy będzie nie lada gratką- miniemy Leadville, którempamietamy z poprzednich dni i przez nieswmowicie wysoko położóny płaskowyż dotrzemy do przełęczy Independence. Całość zaczniemy dziś z najwyższego punktu, zjazdem (25 km) do ikonicznej narciarskiej miejscowości- Aspen, będącej synonimem zimowego kurortu. Stąd odbijemy na zachód do prawdopodobnie najpiękmniejszego widoku, jaki można sfotografować w Kolorado. Maroon Bells to dwa bliźniacze szczyty o budowie mułowcowej, tworzącej charakterystyczne poziome warstwy. W jesiennej scenerii jest to widok, od którego trudno oderwać wzrok. A dodatkowo, droga prowadząca na samą górę, jest ślepa i płatna dla samochodów, co znacząco ogranicza liczbę aut tam wjeżdżających. Z Maroon Bells wracamy do Aspen, tu kawowa przerwa i danie główne: Independence Pass. To co zjechaliśmy na starcie, trzeba teraz podjechać. 25 km do góry, 5% średniegon nachylenia i 3689 m n.p.m. mna szczycie- jeszcze niedawno była to najwyższa przejezdna przełęcz Ameryki Północnej. NIedawno ten tytuł odebrała jej Cottonwood Pass, położona nie tak daleko na południe. Podjazd to istna uczta dla oczu i prawdziwe wyzwanie dla nóg. Ostatnie kilka km, któ®e pokonujemy zazwyczaj w promieniach zachodzącego słońca, to moment, który zapada w pamięci na długie lata.
Highlights: Independence Pass, Aspen, Maroon Bells
Dzień 12: Georgetown - Manitou Springs (170 km, 1888 m)
Drugi dzień przejazdowy na wyjeździe. Dzisiaj będziemy "nisko"- najwyższe pułapy jakie osiągniemy będą wychodzić zaledwie nieco powyżemn 3000 m n.p.m.- brzmi absurdalnie, prawda? Ale skala wielkości jest tu, w Kolorado, zupełnie inna. Dzisiejszy dzień to długa jazda przez niewielkie jak na amerykańskie warunki podjazdy i zjazdy, najpierw przez zielone, iglaste lasy Black Mountain, później przez rancza z bizonami, a w połowie kulminacją widoków, czyli wjazdem do cudownego, bajkowego wręcz kanionu rzeki South Platte River- jednego z głównych dopływów potężnej Missouri. Liczba potężnych, fantazyjnie ukształtowanych przez erozję formacji skalnych jest tu niezliczona, a każda z nich to osobne dzieło sztuki. Stąd wyjedziemy do góry na dzikie, pagórkowate przestrzenie, z których za każdym zakrętem coraz wyraźniej będzie wyłaniał się drugi z gigantów Kolorado- Pikes Peak, na którego wjedziemy już za kilka dni. Dzień zakończymy długim zjazdem (uwaga na przebiegające przez drogę niedźwiedzie!) do Manitou Springs- uzdrowiskowej miejscowości na wysokośći 2100 m n.p.m, słynącej z wysoko zmineralizowanych wód, polożonej na obrzeżach Colorado Springs u samych stóp Pikes Peaka.
Highlights: Evergreen, Deckers, Woodland Park
Dzień 13: Śladami kopalni złota (90 km, 1350 m)
Kolejny dzień, na którego start dojedziemy samochodem- całość zaczniemy w niewielkim Divide. Dzisiaj niemal cały czas oscylować będziemy wokół wysokości 3000 m n.p.m. Dla chętnych proponujemy na starcie "dokrętkę" do malowniczego 11 Mile Canyon, gdzie szutrową droga przejeżdża się przez serce niesamowitych formacji skalnych. Potem dalej na południe do Cripple Creek. To kolejne pos-górnicze miasto, naznaczone wydobyciem złota, które obecnie, stanowi znane i lubiane w okolicy centrum hazardu :) Mamy tu swoją ulubioną, klimatyczną, górniczą kawiarnię, w której zawsze stajemy na przekąskę, a potem ruszamy dalej na Victor Pass, wokół ogromnych terenów zabytkowej kopalni. Podjazd na Victor jest po prostu przepiękny, tym bardziej, że cały czas przed naszymi oczami góruje potężna, południowa ściana Pikes Peaka. Już niedługo będziemy na jej czubku, a samotnie wystająca ponad teren góra budzi prawdziwy respekt. Zjazd z Victor Pass przez złote lasy północnej części Victor spowoduje, że nie będziecie chcieli chować aparatów i innych sprzętów rejestrujących obraz. To kolejna droga, będąca ucztą dla oczu i gwarantująca czyste "flow" na zjeździe.
HIghlights: Cripple Creek, Victor, Goldfield
Dzień 14: druga najwyższa droga Ameryki Północnej (62 km, 2153 m)
To co wczoraj widzieliśmy z dołu, dziś zaliczymy własnymi siłami. Wystartujemy z niewielkiego Green Mountain Falls- urokliwej wioski, w głebokiej dolinie u stóp Pikes Peaka (dla interesujących się muzyką: stąd pochodzi Kyle Spanswick, lider Akhlys i Nightbringer ;) ) i już po kilku km rozgrzewki zaczniemy wspinaczkę. Tak jak dotychczasowe podjazdy były raczej długie i łagodne, tak Pikes Peak jest długi, ale w wielu miejscach stromy. Nie boimy się tego stwierdzić: będzie to najtrudniejszy podjazd na cały wyjeździe. Ponownie przekroczymy magiczną barierę 4000 m n.p.m., a szczy osiągniemy przy wysokości zaledwie kilkanaście metrów mniejszej od tej na Mt. Blue Sky- tu, na Pikes Peaku droga kończy sie na 4302 m.n.p.m. Całość, od bramek, w których płacimy za wjazd do Parku Narodowego, to 30 km ze średnim nachyleniem 6,6%. Najtrudniejsza jest środkowa sekcja: tu przez około 9 km nachylenie oscyluje cały czas w granicach 9-11%, nie puszczając ani na moment. Ale za to jakie mamy tu widoki! Od przekroczenia granicy 3600 m n.p.m. jedziemy już aż do samego szczytu z niekończącym się widokiem na niemal 360 stopni dookoła. Potężne ekspozycje, ogromne przepaście, coraz rzadsze powietrze- tu w każdym momencie czuć z jakim gigantem sie mierzymy. A na samym szczycie nagroda- w przeciwieństwie do Mt. Blue Sky. gdzie na górze nie ma żadnej cywilizacji, tu dojeżdżamy do górnej stacji kolejki szynowej, dojeżdżającej tu wprost z Manitou Springs, która połączona jest z restauracją i centrum obsługi turustów. Można się tu ogrzać, zjeść, odpocząć i nabrać oddechu (płytkiego ;) ) przed fascynującym zjazdem. Co więcej, jesteśmy pewni, że na szczycie zaczepi Was całe mnóstwo Amerykanów zafascynowanych Waszym osiągnięciem. Na dół zjeżdżamy zazwyczaj przed samym zamknięciem centrum- wówczas droga całkowicie pustoszeje, a my możemy się cieszyć jednym z najlepszych szosowych zjazdów na świecie!
HIghlights: Pikes Peak (4305 m n.p.m)
Dzień 15: W ogrodzie Bogów (50 km, 900 m)
Ostatni dzień jazdy to "etap przyjaźni". Ale nie będzie płasko- oj nie! Choć nie wjedziemy już tak wysoko jak w poprzednich dniach, to trochę wspinaczki i tak zaliczymy. A pierwsza już zaraz obok hotelu: bezpośrednie sąsiedztwo Manitou Springs, to słynny rezerwat Garden of the Gods. Trudno opisać słowami jak piękne i spektakularne jest to miejsce. Ogromne, nasycone pierwiarstkami żelaza czerwone skały wyrastają na kilkadziesiąt, a niekiedy na ponad 100 m prosto z prerii, w tle potężny Pikes Peak, a między skałami, w tym sławną "Ballanced Rock" kilka wąskich asfaltowych róg, których układ to istny kolarsku lunapark. Robimy tu zazwyczaj kilka okrążeń, a warto tez przyjechać tu niezależnie od trasy wieczorem lub na wschód słońca- wszak z Manitou Springs mamy tu zaledwie 3 km. Po wizycie w Ogrodzie Bogów odbijamy na południe od Manitou Springs i początkowo asfaltowa, a później świetnie utrzymaną szutrową droga wjeżdżamy do North Cheyenne Canyon. To kolejny przykład drogi marzeń- łagodny podjazd wznosi się po wschodnim zboczu potężnego masywu Cheyenne Mountain coraz to wyżej, niemal cały czas w otwartym widokiem na całą prerię, Colorado Springs i owianą sławą bazę wojskową w Fort Carson. Kilka razy wjedziemy też w ponad stuletnie skaliste tunele, poprowadzone nad kilkusetmetrową przepaścią. Zjazd do Colorado Springs to już idealny asfalt- szybki, kręty, wiodący non stop pod pionowymi skalnymi ścianami. Na koniec wjedziemy do Colorado Springs. Całe centrum jest nadzwyczaj spokojne, ruch samochodowy minimalny, a samo miasto ma niepowtarzany klimat. Bardzo lubimy zajechać do tutejszego kampusu uniwersyteckiego, pełnego parków, zieleni i zabytkowych budynków uczelni. Stąd, cały czas wzdłuż rzeki wrócimy do Manitou Spring, gdzie wieczorem udamy się do zabytkowego centrum na spróbowanie tutejszych wód leczniczych i kończącą cały wyjazd kolację.
HIghlights: Garden of the Gods, North Cheyenne Canyon
Dzień 16: Wylot do Polski
Wyjazd z Manitou Springs na lotnisko w Denver. W przypadku większej ilości czasu przed wylotem- czas wolny w Denver.
Zarezerwuj swoje miejsce i jedź z nami
Radość z odkrywania i jazdy najpiękniejszymi trasami, w gronie pasjonatów kolarstwa.
Terminy:
18.09 - 3.10.2026
Cena:
13200 zł (first minute, pierwsze 3 miejsca)
13700 zł (regularna)
Cena zawiera:
-
Zakwaterowanie w hotelach, pokoje dwuosobowe
-
śniadania
-
transfery lotniskowe (Denver - Boulder - M.Springs -Denver)
-
Opiekę przewodników-pilotów
-
Zaplanowane tras na każdy dzień (plus pliki gpx)
-
przewóz bagażu na odcinkach przejazdowych
-
wynajem dużego vana dla grupy i dojazdy na start poszczególnych tras
-
bilety wstępu do parków narodowych (Pikes Peak, Rocky Mountain National Park)
-
skarpetki MJPro Tour
-
Ubezpieczenie KL, NNW, OC
-
Składkę na Turystyczny Fundusz Gwarancyjny i TFP
-
Uśmiechnij się, nasz pilot będzie robić zdjęcia!
-
Niezapomniane przeżycia dzielone z pasjonatami kolarstwa
Cena nie zawiera:
-
biletu lotniczego
-
koszulki kolarskiej MJPro Tour (370 zł)
Na czym będziesz jeździć?
Przelot z własnym rowerem. Lecąc Lufthansą (ale np również British Airways) bagaż główny można bezpłatnie zamienić na rower i sprzęt sportowy, o wadze do 23 kg. Dodatkowo w ramach standardowego biletu do kabiny można zabrać dwa bagaże podręczne.
Możliwe jest wynajęcie roweru szosowego na miejscu:
-
Trek Domane, rama karbonowa, napęd 105 disc - ok 3000 zł
Czy ten wyjazd jest dla mnie?
Nasza kategoria wyjazdu: górzysty.
Wyjazdy stworzone z myślą o prawdziwych entuzjastach kolarstwa, którzy pragną niezapomnianych chwil na rowerze. Na uczestników czekają wymagające podjazdy (jazda we własnym tempie) oraz techniczne zjazdy. Kolorado charakteryzuje się długimi podjazdami, ale bez szczególnie dużych gradientów- większość z nich oscyluje w granicach 5-6%.
Trasy zaplanowane na każdy dzień wymagją obycia z codzienną wyamagającą jazdą. Możliwość indywidualnego “rest day” w dowolnych dniach. Zazwyczaj możliwość modyfikacji trasy - wydłużenia/skrócenia wedle preferencji uczestnika.
Sugerowane loty:
Lufthansa:
Kraków - Denver, 18.09.2026 (kilka połączeń dziennie, 1 przesiadka)
Denver - Kraków, 3.10.2026 (kilka połączeń dziennie, 1 przesiadka)
Lufthansa lub British Airways:
Warszawa - Denver, 18.09.2026 (kilka połączeń dziennie, 1 przesiadka)
Denver - Warszawa, 3.10.2026 (kilka połączeń dziennie, 1 przesiadka)
Wspomnienia z Kolorado
Niesamowite wspomnienia, z jednej z najlepszych rowerowych miejscówek, przejechanej w świetnym gronie
.png)
























