top of page

SZKOCJA HIGHLANDS

GRAVEL

Przeżyj przygodę w zapierających
dech w piersiach krajobrazach Szkocji

Niezapomniana podróż po świecie zamków, Lochów, zieleni, gór i filmowych plenerów

W programie m.in.:

Isle of Mull, Fort William, Loch Shiel, Ben Nevis, Glenfinnan

Dystans: 1085 km

Przewyższenia: 11300 m

Średnio dziennie: 109 km

Średnio dziennie: 1100 m

Wyjazd: 10 dni / 11 nocy

Samolot

5 - 16.08.2026

Hotele, Hostele, Schroniska

Wybierając się z nami, na dziewięciodniową podróż po Szkocji, będziecie mieli okazję zobaczyć spory skrawek tej fascynującej ziemi i doświadczyć w pigułce tego, czym jest kraj Seana Connery'ego, Marii Stuart, Davida Millara i Cocteau Twins.

Nasza szosowa podróż zacznie się w części "lądowej" w Glasgow- w okolicach największego miasta Szkocji. Na sam początek czeka nas przejazd na północ do Oban, głównego miasteczka regionu Argyll and Bute, w którym kręcić będziemy przez kolejne trzy dni. Tutaj przemierzymy drogi niesamowicie malowniczej wyspy Mull objeżdżając ją całą dookoła, a w kolejnym dniu eksplorować będziemy południową część regionu wokół przepięknego Loch Awe. Po trzech dniach przejedziemy dalej na północ, do kolejnej trzydniowej bazy w okolicach Firt William. To serce szkockich Highlands i rejon, w którym kręcono całe mnóstwo filmów, bo plenery są tu wprost bajkowe. Trasa do wiaduktu Glenfinnan i dalej objazd Loch Shiel prawdopodobnie będzie jedną z najpiękniejszych tras jaką przejedziecie w życiu. Stacjonując w tym regionie będzie też możliwość zdobycia pieszo Ben Nevisa- najwyższego szczytu Szkocji i Wielkiej Brytanii. Szlak zaczyna się praktycznie z poziomu morza, a kończy na wysokości 1345 m npm- jest długi, ale nie należy do technicznie trudnych. Przy dobrej pogodzie widok z góry jest oszałamiający! Kolejny etap to przejazd przez Kinlochleven i dolinę Glencoe (Skyfall, Harry Potter, Braveheart...) na południe, aż do niewielkiego Killin nad Loch Tay. Stąd po jednym noclegu przeniesiemy się na dwa dni do Callander gdzie zabierzemy Was na dzikie szosy otoczonego ciasno górami Loch Katrine. Ostatni etap naszej trasy to płaskie domknięcie pętli przez Stirling, pod którym odbyła się słynna bitwa Szkotów pod wodzą Williama Wallace'a z Anglikami, oraz Falkirk, znanego m.in. z wyjątkowego na skalę światową systemu obrotowych śluz wodnych- Falkirk Wheel.

Szkocja

Szkocja to kraina niemal stworzona dla kolarzy. Bo choć pogoda nie zawsze tu rozpieszcza, to ilość pustych, ciągnących się za horyzont dróg z oszałamiającymi widokami i biegajacymi tu i ówdzie owcami, rekompensuje wszystko. Widoki te zapewne znane są Wam z przeróżnych filmów, od Nieśmiertelnego, przez Makbeta, Jamesów Bondów, Braveheart, na Harrym Potterze kończąc. Dlaczego nie zobaczyć tego na własne oczy?Szkocja. Gdy myślisz o tym kraju masz przed oczami niekończące się zielone przestrzenie, rozległe wrzosowiska, dudziarzy w tradycyjnych kiltach, klify wznoszące się wysoko nad powierzchnią morza, zamki, które przycupnęły na niewielkich skałach i wzgórzach, a przede wszystkim niezmąconą, dziką naturę. To miejsce, w którym możemy całkowicie odciąć się od codzienności, zatracić się w nim i... w tym zatraceniu pokonywać kolejne kilometry po zapierających dech w piersiach szosach!

Hotel i wyżywienie

Na trasie zatrzymywać będziemy się w klimatycznych hotelach, hostelach i schroniskach. Baza noclegowa w regionie jest bardzo ograniczona, ale wybraliśmy dla Was najciekawsze opcje. W cenie zapewnione są śniadania.
 

Wsparcie na trasie
 

Podczas jazdy będziesz cieszyć się pełnym wsparciem ze strony naszego profesjonalnego zespołu.
 

Piloci MJPro Tour to doświadczeni kolarze, których łączy pasja do jazdy na rowerze. Pomożemy zapewnić grupie bezpieczeństwo, czerpanie z radości z jazdy oraz niezapomniane wspomnienia . Cały czas w telefonicznej dyspozycji grupy jest bus, który w razie potrzeby może może zabrać grupę bądź uczestnika do bazy, co zapewnia dodatkowy spokój i komfort.


Wszyscy uczestnicy otrzymają dostęp do plików tras, dzięki czemu każdy będzie mógł jeździć w grupie bądź we własnym tempie. 


Przez cały wyjazd, nasz samochód będzie wiózł wszystkie bagaże. My zaś całą trasę zaś pokonamy na naszych szosówkach "na lekko", od miasteczka do miasteczka, od drzwi jednego noclegu do drugiego, rozkoszując się obłędnymi widokami.

Szkocja-07.jpg

Ocena: 10/10

"Podróż z miejsca na miejsce jest niesamowitą przygodą, ilość miejsc i pięknych widoków które się zobaczy jest niesłychana. Dla mnie to była przygoda życia"


Uczestnik, Lato 2023

Program

Ty możesz skupić się na jeździe - my zadbamy o całą resztę.

Jeździmy w duchu social-ride, no drop (czekamy na szczytach).
Staramy dopasowywać kolejność i same trasy w miarę możliwości do panującej pogody oraz formy uczestników.
Poszczególne trasy i ich kolejność mogą być modyfikowane pod indywidualne preferencje. 

W razie chęci/potrzeby rekomendujemy Rest Day, oferujemy także trasy recovery ride w większości miejsc.

Bus z bagażem i rowerami wyjeżdża z Polski ok 2 dni przed przylotem grupy do Glasgow i wraca do Polski 2 dni po przylocie do kraju.

Dzień 1: Przylot


Przylot do Glasgow. Transfer do Helensburgh.

Dzień 2: Loch Long, Loch Fyne, Oban (128 km, 1419 m)

 

Z okolic Glasgow, największego szkockiego miasta, ruszamy na zachód. Po niewielkim podjeździe, z którego szczytu dostrzeżemy Loch Lomond- największe jezioro Szkocji i Wielkiej Brytanii. MImo iż zabieramy Was do Szkocji na gravele, to pierwszy dzień upłynie głównie pod znakiem asfaltu. Ale jakże pięknego! Już po nieco ponad 35 km zaczniemy największy tego dnia podjazd o bardzo wdzięcznej nazwie: Rest and be Thankful (5 km, 4,5%). To pierwszy na naszej szkockiej trasie znany słynny punkt widokowy (a będzie ich jeszcze całe multum na naszym wyjeździe). Drogę do tego miejsca zbudowali w 1753 szkoccy żołnierze, a po osiągnięciu przełęczy nadali mu taka nazwę. To także najkrótsza droga łacząca dwa Lochy (zapamiętajcie to słowo- będziemy je odmieniać przez wszystkie przypadki na tym wyjeździe): Long i Fyne. Po zjechaniu do tego drugiego i krótkiej przerwie w niewielkim Inveraray nad samą wodą, wjedziemy z powrotem w szkockie highlandsy. Końcowe 25 km to wjazd w drogę będącą kwintesencją Szkocji- choć wciąż będziemy się poruszać asfaltem, to jego wąska nitka, poprowadzona przez obłędnie zielone, spokojne, pełne hasających wokół owiec wzgórza, nastroi nas idealnie przed kolejnymi dniami i będzie wspaniałym wprowadzeniem do naszej bazy na kolejne trzy dni w urokliwym Oban.

 

Highlights: Loch Long, Rest and be Thankful, Oban
 

Dzień 3: Clusaz - Seez (97 km, 2683 m)

​​

W pierwszym dniu mieliśmy w karcie dań jeden duży podjazd. Drugi dzień to już pełnoprawny obiad z przystawką, pierwszym daniem i daniem głównym. Zaczniemy od razu do góry- nasz nocleg znajduje się de facto już na podjeździe na nieco mniej znaną, ale prześliczna przełęcz Col de Aravis. Startując z hotelu, będziemy mieli do pokonania ok 7 km z nachyleniem nieco ponad 5%, na wysokość 1487 m n.p.m. Aravis to idealny podjazd na rozkręcenie nogi przed dalszą alpejską zabawą. Widoki, zarówno na przełęczy jak i na zjeździe z niej, oczywiście będą tę zabawę dodatkowo umilać, a będzie na co popatrzeć! Kolejna wspinaczka, to nieco dłuższy (13,5 km), ale wciąż relatywnie łatwy (5%) podjazd na Col de Saisies, na którym dobijemy do wysokości podobnej do maksymalnej z poprzedniego dnia na Colombiere- 1657 m npm. Zjazd to kolejny kolarski rollercoaster, z którego przy dobrej widoczności, patrząc w lewo ujrzymy Jego Wysokość Mt. Blanc- najwyższy szczyt Alp. Cały dzisiejszy dzień jedziemy zachodnim skrajem jego masywu. Po zjeździe czeka nas wspomniane danie główne- potężny podjazd na Cormet de Roselend (23 km, 5,3%), aż na wysokość 1967 m n.p.m. To kolejny klasyk Wielkiej Pętli, który pojawiał się na niej już kilkanaście razy. Uroda tej drogi nie jest łatwa do opisania- to wspinaczka, w trakcie której zapomnicie o liczeniu kilometrów, będziecie po prostu rozkoszować się widokiem na poszarpane szczyty (m.in Rochers des Enclaves) i nadzwyczaj fotogeniczne jezioro Lac du Roselend, utworzone w tutejszej dolinie w 1962 roku. Po dotarciu na szczyt nagroda najlepsza z możliwych- 20 km fenomenalnego zjazdu na południe do Bourg-Saint-Maurice, a stamtąd już tylko krótki dojazd do kolejnego hotelu, w którym spędzimy kolejne dwie noce. Jesteśmy w najwyższej części Alp! 

 

Highlights: Col de Aravis, Col se Saisies, Cormet de Roselend
 

Dzień 4: Wizyta w Aoście (100 km, 2400 m)

Po dwóch etapach przejazdowych czas na etap stacjonarny. Zanim udamy się dalej na południe szlakiem Grandes Alpes, przygotowalismy dla Was coś ekstra- pojedziemy na włoską stronę, do górnej części regionu Aosta, położonego u samych stóp Mt. Blanc, Monte Rosy czy Matterhornu, a zrobimy to pokonując znaną na całym świecie Małą Przełęcz Św. Bernarda (2188 m n.p.m.), po raz pierwszy na tym wyjeździe zmieniając wysokość maksymalną na "dwójkę z przodu". Niech nie zwiedzie Was nazwa- mała w tym przypadku oznacza wyłącznie fakt iż jest ona nieco niższa od jej siostry o tym samym imieniu (Wielka Przełęcz Św. Bernarda- 2469 m n.p.m.), która łączy Włochy i Szwajcarię, również przez Aostę, zaraz po drugiej stronie masywu Mt. Blanc. 

Na początku, na rozgrzewkę zjedziemy z Seez do Bourg-Saint-Maurice aby stąd rozpocząć monumentalną wspinaczkę do serca najwyższych Alp. Przed nami prawie 30 km podjazdu, ale z przyjemnym nachyleniem średnim ok 4,6%. Sam podjazd pomimo swojej maksymalnej wysokości, swojej długości oraz kategorii HC uchodzi za naprawdę łatwy- droga rzadko kiedy wychodzi tu swoim nachyleniem powyżej 6%. Łapiemy rytm i od dołu kręcimy równo aż do granicy z Włochami, karmiąc zmysły górskim pięknem. Ze szczytu przełęczy dojrzymy ponownie Mt. Blanc, tym razem od południowej strony, a przy dobrej widoczności zobaczymy majaczący na horyzoncie Matterhorn. Zjazd na włoską stronę jest dla chętnych- dojedziemy do pierwszej wioski pod przełęczą aby tam wypić espresso i wrócimy na Bernarda. Na koniec 30 km cały czas w dół!

Dla chętnych w tym dniu dajemy możliwość odpoczynku i nabrania sił przed kolejnymi, wybitnie górskimi etapami. 

Highlights: Col du Petit St. Bernard
 

Dzień 5: Seez - Saint Michel de Mauriene (122 km, 2424 m)

Po wczorajszej wizycie we Włoszech czas na etap królewski, przynajmniej pod względem długości, ale i nie tylko. Królewska bowiem jest przełęcz, którą zdobywać będziemy od samego startu: Col de l'Iseran to najwyższa asfaltowa przełęcz Europy i czwarta najwyższa droga asfaltowa na całym kontynencie! 2770 m n.p.m to o 14 metrów więcej niż równie słynne Passo Dello Stelvio oddalone stąd o kilkaset kilometrów. Przełęcz po prostu legendarna, o której zdobyciu marzy wielu kolarzy z całego świata. Cały podjazd z Seez to ok 35 km wspinaczki, ale oficjalnie dzieli się ją na dwie części: dojazd z Bourg/Seez do ośrodka narciarskiego Val d'Isere (17,5 km i 4,9%), a po wypłaszczeniu drugi segment z ponad 16 km wspinaczki o nachyleniu średnim 5,8%. 

O tutejszych widokach i bogactwie naturalnym możnaby napisać książkę, ale jej streszczeniem niech będzie: wąska droga, bez żadnych barierek z widokiem na lodowiec i ściany Alp wyrastające z Val d'Isere do ponad 3700 m n.p.m, niewielka, urokliwa kapliczka na szczycie, po którego przejechaniu ukazuje się nam kolejna, opadająca ponad 1000 m w dół, otwarta na południe dolina Val d'Arc. Czyste, górskie piękno! 

Całe Col de l'Iseran jest jedynym dużym podjazdem tego dnia, a to oznacza, że od momentu osiągnięcia najwyższego punktu trasy, jedziemy teraz do końca albo w dół albo po płaskim, nie licząc kilku krótkich (1-2km) wzniesień, które pokonamy niemal z rozpędu. Całość kończymy u stóp kolejnej legendy- Col du Galibier, z którą zmierzymy się kolejnego dnia.

 

Highlights: Col de l'Iseran, Val d'Isere
 

Dzień 6: Saint Michel de Mauriene - Briancon (72 km, 2127 m)

Dzisiejszy etap to klasyka Tour de France przez duże K. Pojedziemy na kolejną przełęcz, która wielokrotnie stanowiła najwyższy punkt wyścigu, a co więcej zrobimy to od tej bardziej klasycznej, północnej strony, przez "przedwierzchołek" Col du Telegraphe. Batalii o tę górę, które potem miały ogromny wpływ na wygraną w całej Wielkiej Pętli było już conajmniej kilka, a my jako wierni kibice kolarstwa najlepiej pamiętamy tę z 2011 roku z uciekającym Andym Schleckiem, goniącym go Cadelem Evansem i strojącym miny, próbującym dotrzymać im tempa Thomas Voecklerem, jadącym w żółtej koszulce. Później byliśmy tu jeszcze kilkukrotnie w trakcie późniejszych edycji Touru, kibicując tu na południowym podjeździe z Briancon i uwierzcie nam- ta góra przyciąga jak magnes!

Podjazd od strony północnej to początkowo wspomniana droga na niższą przełęcz Telegraphe (12 km, 6,8%), a po niej "poprawka" na słynne Galibier. Całość: nieco ponad 35 km podjazdu ze średnim nachyleniem ok 5,5% i sumą przewyższeń ponad 1900 m! Trudno się dziwić, że ten kolos odcisnął takie piętno na historii największego wyścigu kolarskiego na świecie.

Oprócz historii sceneria oczywiście znów jest monumentalna i oszałamiająca, a po przejechaniu przez najwyższy punkt otwiera się widok na zjazd niemal do samego Briancon, z majaczącą 600 m niżej Col du Lautaret, przez którą również zjedziemy.

Dzisiejszy etap jest nieco krótszy, więc po dojechaniu do Briancon będziemy mieli wiecej czasu na odpoczynek lub spędzenie wolnego czasu w malowniczym Briancon.

 

Highlights: Col du Galibier
 

Dzień 7: Briancon - Barcelonnette (100 km, 2377 m)

Briancon to miasteczko wciśnięte głęboko w potężne Alpy- z każdej strony otaczają je majestatyczne szczyty i gdzie by nie skręcić na wyjeździe z miasta, tam trafimy na jakiś słynny podjazd: Galbier (z którego zjechaliśmy tu wczoraj), Col du Granon, Col du Montgenevre, Coll de l'Echelle czy Col d'Izoard. Dzisiaj nasze koła potoczą się w górę na ostatnią z nich, aż na wysokość 2360 m n.p.m. Ten podjazd jest nieco krótszy niż Galibier czy Iseran z wcześniejszych dni, ale "trzyma": całość to nieco ponad 19 km z nachyleniem średnim ok 6,5%, ale tez jednym dość długim wypłaszczeniem, co powoduje, że odcinki podjazdowe wielokrotnie dobijają tu do 9-10%. Na całej długości podjazdu mamy wydzielony z boku pas dla rowerów, dzięki któremu ruch samochodowy, choć i tak bardzo niewielki, jest dodatkowo optycznie odseparowany od rowerowego. Przez początkowe kilometry podziwiamy malejące w dole z każdym zakrętem Briancon, a im wyżej, tym sceneria zmienia się z sielskiej i małomiasteczkowej na surową, groźną i górską. Wspaniałe miejsce! Zjazd na południe to kolejny z tych, które pamięta się przez długie lata. Byliśmy tu w 2017 roku i oglądaliśmy na żywo ostatni Tour de France z wykonaniu Alberto Contadora. Będąc tam na szczycie i patrząc z góry na opadające w dół serpentyny, chętnie opowiemy Wam co się wtedy tam działo :) Końcowa faza zjazdu to przepastna, wąska i stroma dolina rzeki Guil, z której po kilkunastu kilometrach odbijemy na drugą przełęcz dzisiejszej trasy- Col de Vars (2109 m n.p.m). To minimalnie krószy (18 km) i minimalnie mniej nachylony (6%) podjazd od Izoard. Prowadzi przez słynny ośrodek narciarski Vars, w którym odbywają się co roku zawody w biciu rekordów prędkości na nartach zjazdowych. Z naszej drogi świetnie widać szczyt z którego rozpędzają się narciarze i osiągają prędkości rzędu 250 km./h.

Po wyjechaniu na Col de Vars czeka nas kolejny fantastyczny, kręty zjazd, po którym dotrzemy do kolejnej bazy w Barcelonette.

 

Highlights: Col d'Izoard, Col de Vars
 

Dzień 8: Barcelonnette - Valdeblore (101 km, 2305 m)


Dziś odbijemy nieco od głównego szlaku Route des Grandes i pojedziemy drogą alternatywną, równoległą do tej bazowej. Wszystko po to, aby dodatkowo uatrakcyjnić przejazd przez francuskie Alpy i zdobyć kolejnego kolosa, od którego wyżej da się wyjechać szosą już tylko w dwóch miejscach w Europie. Tak, nadszedł dzień, w ktorym zmierzymy się z trzecią najwyższą drogą Europy- Cime de la Bonette, prowadzącą do wysokość 2802 m n.p.m! Przez bardzo wiele osób mylona jest z przełęczą Col de la Bonette, która jest oczywiście jej częścią, ale sama w sobie jest "dopiero" ósmą najwyższą droga asfaltową w Europie (2715 m n.p.m), a to właśnie niewielka, dwukilometrowa pętla odchodząca w bok, wznosi się wyżej o kolejne 90 m. Wyżej wyjedziemy tylko na Ötztaler Gletscherstraße w Austrii i Pico Veleta w Hiszpanii. 

Po niemal płaskim początku i 10 km rozgrzewki, gdzie wysokość cały czas oscylować będzie w granicach 1100 m n.p.m, odbijamy na południe i rozpoczynamy nieprzerwane 23 km wspinaczki ze średnim nachyleniem 6,4%. Przed nami nieco ponad półtora kilometra w pionie, aż na legendarny szczyt. Towarzyszyć nam będą widoki z gatunku tych absolutnie najlepszych, a w wyższych partiach gdzieniegdzie, mimo iż będziemy tu w środku lata, być może napotkamy wciąż leżące tu śniegu. Będziemy wszak na niemal 3000 m n.p.m! Szczyt osiągniemy stosunkowo szybko, bo po nieco ponad 30 km do startu. A to oznacza, że kolejne 50 km (!) będziemy jechać niemal non stop w dół! Zjazd skończymy na wysokości ok 500 m n.p.m, skąd podjedziemy 500 m do góry do połowy podjazdu na Col de Saint Martin, gdzie zlokalizowany jest nasz kolejny nocleg. 

Highlights: Cime de la Bonette, Col de la Bonette

Dzień 9: Valdeblore - Mentona (91 km, 1945 m)


Ostatni etap przejazdowy na całym wyjeździe, na którym dojedziemy aż do brzegu Morza Śródziemnego. Zapytacie: skoro jesteśmy na ponad 1000 m n.p.m, a zjeżdżamy do morza, to cały dzień będzie w dół? Można powiedzieć: "i tak i nie". Otóż owszem, deniwelacja będzie dziś znaczna, ale po drodze wyrosną nam jeszcze trzy "zmarszczki" do pokonania. Pierwszą będziemy mieć już w połowie zaliczoną- na Col de Saint Martin zostanie nam ok 7 km, rozgrzewkowej, przyjemnej wspinaczki. Po długim zjeździe dotrzemy do stóp kolejnej przęłęczy-legendy nie tylko z kolarskiego punktu widzenia, ale i z tego związanego ze sportami motorowymi. Col de Turini! Osławiona przełęcz będąca rokrocznie trasą jednego z OS-ów najsłynniejszego rajdu samochodowego świata, należącego do eliminacji WRC- Rajdu Monte Carlo. I choć nie jest to podjazd ani najdłuższy, ani też najwyższy na naszym wyjeździe, to jest on najstromszy :) Na 15 km wspinaczki nachylenie średnie sięga prawie 7,5%, co oznacza, że na relatywnie krótkim odcinku pokonamy ponad 1000 m w pionie- zatem kolejne HC do kolekcji! O serpentynach Col de Turini i ich malowniczości rozpisywały się już media zarówno kolarskie jak i motosportowe. Widoki jednak mocno się zmienią względem tych, które obserwowaliśmy do tej pory, bo od teraz skały, które będą nas otaczać to głównie wapienie, z których zbudowane sa Alpy Nadmorskie. Do spółi z coraz cieplejszym klimatem południa Francji, będzie to miało także wpływ na roślinność, która szybko zmieni się z wysokogórskiej na śródziemnomorską. Po fantastycznym i krętym jak spaghetti zjeździe, czeka nas jeszcze jeden podjazdowy akcent- Col de Castillon. W obliczu poprzednich kolosów zaledwie niewielka zmarszczka (7 km, 5%), za to wyjątkowo piękna i co najważniejsze ostatnia na oficjalnym, szlaku Grandes Alpes. Na zjeździe z niej ujrzymy upragniony lazur Francuskiej Riwiery. Ostatnie dwa noclegi spędzimy na samym morzem.

 

Highlights: Col de Saint Martin, Col de Turini, Col de Castillon
 

Dzień 10: Klasyka Lazurowego Wybrzeża (100 km, 1960 m)


Szczęśliwi i spełnieni po przejechaniu całego szlaku Grandes Alpes udamy się ostatniego dnia na ostatnią, lokalną rundę. Bo jak to- być na Lazurowym Wybrzeżu, nie poczuć tutejszego kolarskiego klimatu i nie uszczknąć choć trochę z tych fenomenalnych tras? 

Zabierzemy Was na dwie najbardziej znane przełęcze Riwiery- Col de la Madone (13 km, 6,7%) i Col d'Eze (10 km, 5%). Obydwie przełęcze charakteryzują się wspaniałymi widokami, gdzie błękit morza spotyka się z bielą tutejszych strzelistych gór, a wszystkie doznania estetyczne potęguje piękny zapach rozgrzanych w słońcu pinii wydzielających z siebie olejki eteryczne. Mimo iż czeka nas kolejna górska jazda, będzie to już czysta przyjemność i relaks po batalii z największymi podjazdami Europy. 

Pomiędzy obydwoma przełęczami zabierzemy Was do Mariny w Nicei, gdzie przy samym nabrzeżu usiądziemy na kawę w miejscu znanym na całym świecie- Cafe du Cyliste. Zaś na szczycie Col d'Eze, staniemy z znakomitej francuskiej boulangerie na przepyszną bagietkę z sałatką nicejską- niebo w gębie! Z Col d'Eze pozostanie nam głównie zjazd, którym trafimy prosto do tak …słynnego jak i małego państewka- Monako, gdzie na własne oczy ujrzymy tutejszy splendor, przepych i bogactwo, a mijając się raz po raz z kolejnym Ferrari, Bugatii czy Lamborghini (które już po kilku chwilach przestaną robić na Was wrażenie- tyle ich tu jest) przejedziemy się kultową trasą toru ulicznego F1. Ostatnie kilometry to niemal płaskie kilka km do naszego hotelu nad morzem.

 

Highlights: Col de la Madone, Col d'Eze, Monako, Cafe du Cycliste,
 

Dzień 11: Wylot


Transfer na lotnisko w Nicei. Wylot do Polski.
 

Zarezerwuj swoje miejsce i jedź z nami

Radość z odkrywania i jazdy najpiękniejszymi trasami, w gronie pasjonatów kolarstwa.

Terminy:

5 -16.08.2026

Cena:

7500 zł early bird (pierwsze 3 miejsca!)

7800 zł regularna

Cena zawiera:
 

  • Zakwaterowanie w hotelach, hostelach i pensjonatach

  • Śniadania

  • Przewóz rowerów i bagażu z Krakowa

  • bilety promowe

  • pakiet żeli i batonów na wyjazd

  • bidon i skarpetki klubowe MJPro Tour

  • Transfery lotniskowe

  • Opiekę przewodników-pilotów

  • Zaplanowane tras na każdy dzień (plus pliki gpx)

  • Ubezpieczenie KL, NNW,

  • Składkę na Turystyczny Fundusz Gwarancyjny i TFP

  • Uśmiechnij się, nasz pilot będzie robić zdjęcia!

  • Niezapomniane przeżycia dzielone z pasjonatami kolarstwa

Cena nie zawiera: 
 

  • przelot samolotem
     

Na czym będziesz jeździć?


W cenie zawarty jest transfer Twojego roweru.

Czy ten wyjazd jest dla mnie?

Nasza kategoria wyjazdu: pagórkowaty. Przeznaczony dla osób, które czerpią radość z nieco bardziej wymagających tras.

Na uczestników czekają średniej długości podjazdy (tempo podjazdu indywidualne, grupa czeka na szczycie) oraz kręte zjazdy.  Sporo odcinków szutrowych, niektóre z nich wymagają zaawansowanych umiejętności technicznych.

Trasy zaplanowane na każdy dzień wymagają obycia z codzienną jazdą. Możliwość indywidualnego “rest day” w dowolnych dniach. Zazwyczaj możliwość modyfikacji trasy - wydłużenia/skrócenia wedle preferencji uczestnika

Rekomendowane loty

Ryanair, Kraków - Glasgow, godz. 16:50 - 18:45
Ryanair, Edynburg - Kraków, godz. 11:20 - 14:00

Wspomnienia ze Szkocji

Niesamowite wspomnienia, z jednej z najlepszych rowerowych miejscówek, przejechanej w świetnym gronie

bottom of page